Każdy z nich jest inny, ale łączy ich wspólna pasja do jeździectwa i koni.
Nasi instruktorzy są wykwalifikowani, posiadają bogate doświadczenie w nauczaniu i co najważniejsze – kochają swoją pracę! Nauczą Cię od podstaw lub podniosą Twoje kwalifikacje, przygotują do zawodów i zapewnią, że żadna godzina w siodle nie będzie stracona.
O sobie: Dlaczego konie? Może dlatego, że towarzyszą mi od kołyski. Moi rodzice dzięki nim się poznali. Jeden dziadek był
Chcesz wiedzieć kiedy który instruktor prowadzi jazdy?GRAFIK JAZD >>
O sobie:
Moja przygoda z jeździectwem to długa historia. Szkółkę w Podkowie Leśnej ukończyłem w latach siedemdziesiątych, a później z nie jednego talerza jeździecki pokarm jadłem! Do Szarży trafiłem osiem lat temu, i od kursanta, przez odznaki (brąz, srebro), aż po instruktorskie szlify, jestem jej wierny! Od kilku lat staram się jako instruktor przekazać swoje wieloletnie doświadczenie kolejnym amatorom tej szlachetnej pasji. Głównie na zajęciach w naszej stajni i podczas letnich obozów w Łynie. Lubię tę robotę 🙂
Zapraszam wszystkich do przeżycia wspaniałej przygody!
Przygodę z jazdą konną zacząłem na studiach.W zasadzie jest to bardziej przygoda z ludźmi, a konie są jedynie, albo aż ważnym medium. Jeździć konno zacząłem w roku 1984 (42 lat temu), po pierwszym roku studiów na SGPiS-ie (obecnie SGH). Swój pierwszy obóz jeździecki poprowadziłem już po roku:-) czyli w 1985 (w Sajzach koło Ełku). Dyplomowanym instruktorem jestem od roku 1991, czyli (oj, zabolało!), już 35 lat uczę jeździć konno.
Jest to rzecz, którą lubię robić najbardziej, hobby, które jest moją pasją! Interesuje mnie psychologia jeźdźca oraz konia. Człowiek, który do mnie przychodzi ze swoim życiem, problemami, osądami i poglądami na siebie, i swoim ciałem, sprawnością fizyczną. Interesuje mnie proces dochodzenia do rozluźnienia, wzbudzanie entuzjazmu i zadowolenia z osiągnięć, z siebie, które mam nadzieję promieniują później na całe życie jeźdźca, na jego sukcesy poza jazdą konną. Lubię obserwować ten proces, być jego „administratorem”. To mnie kręci i pobudza do działania. Proces jest obustronny – im bardziej zaawansowani są kursanci – tym mnie to bardziej dopinguje do dalszej nauki, doskonalenia się w tej materii.
Czego uczę? Sztuki jeździeckiej – żeby się o tym przekonać – zapraszam do Popówka! A poza stajnią z pasją uprawiam narciarstwo; uwielbiam również góry, lubię się po nich włóczyć. Lubię ciszę, świeże powietrze i kąpiel w zimnym Bałtyku.
Łyna – nasza baza jeździecka – jest dla mnie najpiękniejszym miejscem na ziemi. Kojarzy mi się z megawypoczynkiem. Sprawdźcie sami! Zapraszam do siebie na cudowną przygodę z końmi i ludźmi. HEJ!
Z S.J. Szarża wiążą się moje najpiękniejsze wspomnienia. Po raz pierwszy do klubu przybyłam na początku lat 90-tych. Tu jako nastolatka nauczyłam się jeździć konno, pierwsze wachty, a potem kurs instruktorski. Przez szereg lat mój koń Fadyna miał tu swój dom. Od wielu lat mieszkam za wielką wodą i marzenia o powrocie do mojego końskiego raju często chodziły mi po głowie. Obecnie mam zaszczyt być instruktorem, kierownikiem i patronem obozów rodzinnych w Łynie. Łyna to dla mnie i mojej rodziny takie magiczne miejsce, gdzie marzenia i magia spotykają się w jednym miejscu. Serdecznie zapraszam do nas na nasze magiczne obozy rodzinne gdzie każdy znajdzie coś dla siebie i całej rodziny!
Bartek Prus – instruktor jazdy konnej, pasjonat końskich wypraw w teren połączonych ze spotkaniami z sarnami, dzikami, zającami, myszołowami…, dla którego jazda na ujeżdżalni jest środkiem do celu jakim jest odkrywanie leśnych zakamarków, które każdego razu są inne…
Jazda konna m.in. jazda w terenie jest super przeżyciem, szczególnie gdy jest spontaniczna i elastyczna, gdzie możemy również doświadczyć skoków przez niskie kłody drzew i niczym niezakłócony, wspaniały galop po pięknych leśnych ścieżkach, które podczas każdego terenu zawsze nas mile witają śpiewem ptaków i pięknym zapachem lasu. Warto, żeby filmiki z terenów, dostępne na moim kanale obejrzeli również Ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z jeździectwem. Zapraszam serdecznie na niezapomniana, jeździecka przygodę w rewelacyjnym końsko-ludzkim towarzystwie…..do zobaczenia w niedzielę, w Szarży🏇🤠.
Chciałabym napisać: „Konno jeżdżę od dziecka”… ale nie. Nauczyłam się w wieku bardzo dorosłym. Może dobrze, bo to właściwie najlepszy dowód, że można! W Szarży zaistniałam jako kursant, wachmistrz, obozowicz, no i instruktor. Jak wiele osób przede mną i po mnie powiem, że wachta to super czas nawiązywania przyjaźni ludzkich i końskich (ha, nic tak nie jednoczy sił jak wetki przy Dalii). Cenię ogromnie Łynę – jej prostota to jakby detox na zabiegane życie. Pół roku cieszę się że byłam, drugie pół -że pojadę. Można odpocząć, ale i podnieść poziom jeździecki. Przy koniach lubię wszystko: dbać, trenować, ale i włóczyć się po łąkach i lasach. Magią jest ujeżdżanie. Interesuję się ziołolecznictwem i żywieniem koni – posiadanie własnego było dla mnie kursem życia. Podstawą dla mnie jest rozwój. Wszechstronny. I nie tylko jeździecki. Składam głębokie ukłony i podziękowania trenerom: p. Piotrowi Piaseckiemu, p. Beacie Liberze i p. Ewie Porębskiej-Gomółce. Za treningi. I za budowanie pewności, że na naukę NIGDY nie jest za późno. Zapraszam w niedzielne popołudnie do Popówka. I na obóz do Łyny.
Nazywam się Karolina i moja przygoda z końmi zaczęła się, gdy byłam małą dziewczynką. Na początku jeździłam na zwinnych i walecznych kucach, a z biegiem lat doskonaliłam swoje umiejętności na cudownych koniach na różnych warsztatach i jazdach, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Francja, Holandia, Meksyk – to tylko niektóre z miejsc, które mnie ukształtowały jako jeźdźca. Możecie domyślać się w ilu językach mogę dogadać na tematy jeździeckie .
Przez lata zdobyłam wiele umiejętności i odznak, tak jak egzaminy Galops FFE we Francji. Moje doświadczenia są równie różnorodne, jak miejsca, które odwiedziłam. Miałam okazję nauczać jazdy konnej w Stanach Zjednoczonych, w stanie Nowy Jork, gdzie przez chwilę poczułam się jak prawdziwa cowgirl. Byłam również dzierżawcą koni rekreacyjnych i sportowych, co pozwoliło mi lepiej zrozumieć potrzeby zarówno jeźdźców, jak i samych koni.
Cały czas staram się poszerzać swoją wiedzę i umiejętności. Uczestniczę w różnorodnych szkoleniach i seminariach, aby być na bieżąco z najnowszymi trendami w jeździectwie. Chętnie dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem, pomagając innym jeźdźcom w ich rozwoju. Moje ulubione dyscypliny? Rajdy i TREC, które łączą w sobie wyzwanie, przygodę i współpracę z koniem. To one dostarczają mi najwięcej satysfakcji i radości.
Do zobaczenia na końskim grzbiecie!
Kontakt
Zobacz kiedy Karolina prowadzi jazdy – grafik jazd
O sobie:
Konie poznałam w Szarży, a po latach to właśnie tutaj wróciłam jako kursantka, wachmistrzyni, a następnie jako instruktor. W świat jeździectwa wprowadzam przede wszystkim dzieci i młodzież oraz początkujących dorosłych. Bardzo lubię moich kursantów i mam dla nich wiele cierpliwości.
Moje grupy dla relaksu po ciężkiej pracy na ujeżdżalni często jeżdżą ze mną w teren do lasu.
Przebywanie wśród koni, tych wspaniałych, inteligentnych, szlachetnych zwierząt, to wielka radość. A do tego bardzo miło jest pracować z gromadką zmotywowanych osób, zakochanych w koniach tak samo jak ja 🙂
W przeciwieństwie do wielu moich koleżanek i kolegów instruktorów, ja nie lubię wczesnego wstawania i jady o brzasku, za to chętnie zobaczę wspólnie z Wami zachód słońca !
Z końmi do czynienia mam od dziecka. Od zawsze kochałam te zwierzęta. Z zawodu jestem Technikiem Weterynarii i studiowałam Hodowlę i Ochronę Zwierząt Towarzyszących i Dzikich na SGGW. W Szarży swoją przygodę zaczęłam od wacht, później zaczęłam pomagać naszej Pani weterynarz w dbaniu o Dobrostan Koni w naszej stajni, czym zajmuje się do tej pory. Prowadziłam również zajęcia z Hipoterapii. Ponad wszystko stawiam dobro koni, dlatego też staram się te same wartości przekazywać osobom dopiero zaczynającym swoją przygodę z tymi cudownymi stworzeniami i jeździectwem. W szarży moje serce skradła Dalia, Baron, Lineria i Wally, co nie oznacza że innym nie poświęcam swojego czasu
Pierwszy raz na konia wsiadłam w Łynie w ’94 i bardzo spodobała mi się cała szarżowa oprawa, bo o zamiłowaniu do jazdy konnej wiedziałam już znacznie wcześniej! Nadal pamiętam wszystkie klubowe konie, które przez te lata u nas były, choć ludzi, którzy przewinęli się przez naszą stajnię, to na pewno nie… Był czas, że magnesem w Szarży były dla mnie imprezy, a konie były sobie przy okazji, ale… czas nieubłagalnie leci na przód i już od ładnych kilku lat bardzo silnym motorem w stajni są dla mnie szkolenia z zawodowymi trenerami.
Na swoich jazdach staram się przekazać kursantom to co jest miksem teorii, praktyki i doświadczenia. Od kursantów wymagam zaufania i zaangażowania, by szybko mogli ruszyć ze mną w teren.
Zobacz kiedy Małgorzata prowadzi jazdy – grafik jazd
O sobie:
Jeżdżę konno od 1999 roku. Przygodę z końmi zaczęłam w 2001 roku, gdy kupiłam konia AsPik. Niemal od razu jeździliśmy w tereny oraz na rajdy i tak nabrałam zamiłowania do jeździectwa. Papiery instruktorskie zrobiłam w 2013 roku u Wiesława z ramienia kujawsko-pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy. Moją miłością są nadal rajdy i tereny. Dodatkowo posiadam również uprawnienia do hipoterapii. Obecnie prowadzę jazdy w Popówku, a latem wspieram kadrę obozu Rodzinnego. Zapraszam serdecznie do mnie na jazdy.
Mogę powiedzieć, że w Szarży i w Popówku jestem od zawsze, a konkretnie od jesieni 1983 r. kiedy to wraz z kilkoma innymi osobami wprowadzaliśmy do „nowej” stajni KJ SGPiS pierwsze konie, idące rajdem z bazy letniej w Przekopie nad Bugiem, gdzie 2 miesiące wcześniej rozpocząłem swoja przygodę z końmi.
Jestem też ostatnim (a twierdzą, że dinozaury wygineły), nadal aktywnym w Szarży, członkiem 5-osobowej grupy inicjatywnej, która w 1985 r. przygotowała i zwołała zebranie założycielskie Stowarzyszenia i opracowała jego pierwszy statut.
W międzyczasie była jeszcze pierwsza grupa skokowa w Popówku i pierwsze starty na zawodach w okolicznych klubach, do których dojeżdżaliśmy wtedy wierzchem, bo koniowóz był w połowie lat 80-tych unikatem dostępnym tylko na specjalne okazje.
Zanim na wiosnę 1986 r. rozpocząłem swoje dyżury instruktorskie (zawsze w soboty rano) przez 2,5 roku byłem wirtuozem stajennej miotły czyli wachmistrzem w Popówku oraz członkiem zarządów KJ SGPiS i później SJ Szarża.
Moja pasja jeździecka trwa od ponad 42 lat i obecnie staram się nią zarazić moje dzieci, a czasami też dzieci niektórych moich kursantów, którzy byli kursantami jak sami byli dziećmi.
Nie będę tu pisał o równowadze, dogadywaniu się z koniem, zostawiam te szlachetne wyznania i chuchanie w końskie chrapki, równie szlachetnym koleżankom. Ja po prostu lubię męską jazdę i wcielanie w życie naszego szarżowego sloganu zaczerpniętego z piosenki Malowani – „nauczymy Was galopem lecieć”
Jeśli lubicie lub zamierzacie polubić jazdy terenowe zapraszam w soboty na 8:00.
Nie zabraknie galopów, skoków przez kłody w lesie, slalomów pomiędzy drzewami itp., czyli kwintesencji udanych terenów.
„I gdy dziewczynka wpadnie w szał żeby konie kochać, to jest już przechlapane i nieodwołalne do końca życia” – to słowa Wandy Wąsowskiej, pierwszej damy polskiego jeździectwa. Warto jeszcze dodać, że jak dziewczynka ta trafi do Szarży to już przechlapane i nieodwołalne na mur beton! Tak się właśnie zaczęło, kiedy to moja ciocia przyprowadziła sześcioletnią Wronkę do Szarży i posadziła na Nelkę;) Na stałe wróciłam tu dopiero w pierwszej klasie liceum i już zostałam. Najpierw jako kursant, później było kilka lat szalonego wachtowania, a od 2008 już jako instruktor. Ale Szarża to nie tylko konie! To tu poznałam najwspanialszych ludzi, za którymi pójdę w ogień a oni za mną! To tu spędziłam już ponad połowę swojego życia, to mój drugi dom!
Jako, że przez kilka lat uczyłam jazdy konnej również najmłodszych, cechuje mnie nieskończona cierpliwość i dbałość o bezpieczeństwo. Dużo gadam i tłumaczę – do skutku, bardzo się angażuje i prowadzenie jazd sprawia mi wielką frajdę;) U mnie usłyszycie nieco więcej niż „pięta w dół i palce do konia”.
Kocham przejażdżki na końskim grzbiecie o zachodzie słońca, w południe, jak uda mi sie wstać to też i o poranku (ale zazwyczaj kołderka wygrywa:p), po polach i lasach, łąkach i rżyskach, w zimową noc kiedy to za sprawą śniegu w lesie jest jasno jak w dzień, w jesienne złote popołudnie i kiedy po zimie w powietrzu czuć już wreszcie wiosnę i ptaszki ćwierkają, lubię czasem też dać czadu (ale oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa koni i ludzi). Kocham galopować po rzeczce (teren bez galopu po rzeczce to teren stracony!). I to najlepiej na Wallym, bo wiem, że on to wszystko kocha tak samo jak ja!
Zapraszam na jazdy w poniedziałkowe popołudnia! Wronka!
Dlaczego konie? Może dlatego, że towarzyszą mi od kołyski. Moi rodzice dzięki nim się poznali. Jeden dziadek był kawalerzystą, jedna z babć zasuwała na oklep, trzech pradziadków śpiewało ułańskie żurawiejki – każdy innego pułku. Byłam zatem na konie niemalże skazana. Od dzieciaka jeździłam wakacyjnie w różnych stajniach, ale bardziej regularną przygodę z końmi zaczęłam pod koniec podstawówki za sprawą woltyżerki. Następnie zaczęłam już systematycznie jeździć wierzchem. Potem przyszła praca przy koniach. Najpierw w charakterze dziewczynki od czyszczenia i siodłania, następnie stajennego, potem pomocnika instruktora, a wreszcie samodzielnego instruktora. W międzyczasie przewinęłam się przez krakusowską kawalerię, gdzie uczyłam się wywijać długą na dwa metry lancą. Do SJS trafiłam już na studiach, przyszłam tu za namową jeżdżącego u nas rodzica. Moim konikiem są tereny – te krótsze godzinne czy parogodzinne, ale i dłuższe całodniowe lub kilkudniowe. Zapraszam wszystkich, którym nie straszne jest wstawanie w środku nocy, by odbyć przed pracą lub zajęciami poranną jazdę o 7:30. Śpiochom proponuję 8:20. Wszystkim zapewniam moc atrakcji w postaci ciągłego poganiania. Oprócz tego zachęcam do śledzenia szarżowych aktualności, gdyż w nich co jakiś czas ukazuje się info o organizowanym przeze mnie i moją dawną współdyżurującą Anię – rajdzie.
Jako że pojawiły się zażalenia, co do treści mojego opisu, to proszę o dopisanie na końcu jednej frazy: Pytając o mnie pytajcie o Werkę lub (dla wtajemniczonych) o PerWerkę ;p